Wszyscy wiedzą, że to nigdzie

Neil Young nie ma tego rodzaju „dobrego” głosu, który przyniósłby pochwały od nauczyciela muzyki w liceum. Ale wystarczy posłuchać maglowania Judy Collins „Just Like Tom Thumb’s Blues”, aby zdać sobie sprawę, że rock and roll nie rozkwita z powodu „dobrych” głosów. Najlepsze wokale rockowe (np. Micka Jaggera czy Richarda Manuela) są zazwyczaj chropowate, a nawet szorstkie. Negując urodę formuły, popychają do przodu wyjątkowy temperament piosenkarza („To piosenkarz, a nie piosenka” — Mick Jagger). Takie wokale nigdy nie mogą funkcjonować jako muzyka w tle; żądają, abyś ich wysłuchał i poczuł. Ich istotą jest intensywność, aw świetle tej intensywności produkty „dobrych” głosów zwykle brzmią blado i martwo.

Chociaż Neil Young jest świetnym autorem piosenek i znakomitym gitarzystą, jego największą siłą jest głos. Jego suchy ton jest wiecznie żałobny, nie jest żałosny ani żałosny. Wskazuje na świat, w którym smutek leży u podstaw wszystkiego; nawet linijka taka jak „nie możesz sobie wyobrazić przyjemności w moim uśmiechu” (z „Jestem dzieckiem”) ostatecznie staje się bolesna do usłyszenia. A ponieważ ten świat jest rozpoznawalny dla większości z nas, śpiew Younga jest często dziwnie poruszający. W naturalny i poruszający sposób Neil Young jest Johnnym Rayem rock and rolla.



Wszyscy wiedzą, że to nigdzie to drugi album Younga od czasu upadku Buffalo Springfield. Pod kilkoma względami nie dorównuje jego wcześniejszemu wysiłkowi. Nowy materiał Younga jest trochę rozczarowujący; nic na tym albumie nie dotyka bolesnego piękna „If I Could Have Her Tonight” i „I’ve Loved Her So Long” ani cichego przerażenia „The Old Laughing Lady”. Jego praca na gitarze również cierpi w porównaniu; liryzm pierwszego albumu można tu znaleźć tylko w niewyraźnych śladach. Ale pomimo swoich niedociągnięć Wszyscy wiedzą, że to nigdzie oferuje obfite nagrody. Muzyka Younga częściowo rekompensuje brak wdzięku energią i pewnością. A jego śpiew wciąż jest wspaniały. Posłuchaj na przykład przekonania, jakie nadaje tytułowemu szlifowi, piosence o potrzebie i niemożności ucieczki z Los Angeles.

Najciekawsze utwory na płycie to „Running Dry” i „Cowgirl in the Sand”. Opierając się na tradycyjnej melodii ludowej, „Running Dry” przeplata gitarę elektryczną i skrzypce w niepokojącą mieszankę. Jego aura dziwności przypomina nieco wspaniałe „Out of My Mind” Younga. Teksty są nieco zbyt dramatyczne, ale muzyka i wokal potrafią je przekroczyć, tworząc wrażenie słabo rozumianej tragedii.

W „Cowgirl in the Sand” wszystko działa. Tekst jest cicho oskarżycielski, podczas gdy gitara prowadząca, naprzemiennie wznosząca się, przeszywająca i napędzająca, sprawia, że ​​piosenka idzie naprzód. Ale to śpiew Younga jest prawdziwym kluczem do sukcesu tego utworu. „Cowgirl in the Sand” dość wyraźnie pokazuje osobliwą głębię głosu Younga. Wskazuje, jak rockowi udaje się raz po raz triumfować nad nauczycielami muzyki w szkołach średnich i ich legionami.