Katy Lied

Stalowy Dan brzmią jak milion dolarów nie tylko w porównaniu z co najmniej 26 ich współprzewodniczącymi z Boss 30, kiedy są w nim, ale także w porównaniu z trzema czwartymi rzeczy, z którymi dzielą się igłą FM.

Główny śpiew Donalda Fagena, który brzmi dla tych starych uszu jak dziwna hybryda Mike'a Love z „California Girls” i Dylana sprzed wraku motocykla, jest ujmująco charakterystyczny.



Słowa, choć często niełatwe do zrozumienia, są prawie zawsze intrygujące i często dowcipne. I montują je na przystępnych melodiach, przerywanych całkiem przyjemnymi, harmonijnymi refrenami.

Instrumentalnie oni (i profesjonaliści studyjni, których zwerbowali, aby towarzyszyć im na nagraniach) są prawdziwymi wzorami nie tylko zręczności, ale także smaku. I w przeciwieństwie do 95% ludzi, którzy obecnie tworzą „poważną” muzykę, wiedzą, kiedy się zamknąć — ani solo, ani cały utwór nie trwa dłużej, niż się tego chce.

Dlaczego więc – bez najmniejszego zamiaru osłabienia czyjegoś entuzjazmu dla tego – nie dbam o to, czy kiedykolwiek ponownie usłyszę jakąkolwiek muzykę Steely Dana włącznie Katy Lied ?

Ma to związek przede wszystkim z tym, że jakkolwiek nieskazitelnie gustowne i inteligentne to wszystko może być, ja osobiście w żadnym z nich nie dostrzegam najmniejszej sugestii prawdziwej namiętności. Śpiew Fagena jest rzeczywiście ujmująco charakterystyczny, ale dla mnie akcent jest zbyt wyraźny w stosunku do charakterystycznego: brzmi to tak, jakby był o wiele bardziej zainteresowany stylem niż ekspresją.

Jeśli chodzi o słowa, które śpiewa, zbyt często mam wrażenie, że muszę wybierać między stwierdzeniem, że jestem głupcem, a podejrzeniem, że autor tekstów Dana albo jest zbyt leniwy, by przeniknąć jego teksty, albo jest skośny, by ukryć fakt, że jakkolwiek z łatwością potrafi łączyć niezwykłe i interesujące obrazy, tak naprawdę nie ma za ich pomocą wiele do powiedzenia. Podczas gdy takie typowe teksty jak: „Odrzuć małe/I usmaż duże na patelni/Użyj taktu, równowagi i rozsądku/I delikatnie je ściskaj” * bardzo odsetki ja, mogę tylko zgadywać, co panowie Becker i/lub Fagen chcieli mi powiedzieć o swoim postrzeganiu świata.

Podobnie instrumentalne wypowiedzi – wieloletniego Dana Denny'ego Diasa i niesamowitej gamy zaproszonych gwiazd – robią o wiele większe wrażenie pod względem ich gustu i biegłości niż poruszania.

Tak więc, chociaż nie mogę pomóc, ale jestem za to przynajmniej trochę wdzięczny w tym roku Barry'ego White'a, muzyka Steely Dana nadal uderza mnie zasadniczo jako wzorowo dobrze wykonana i niezwykle inteligentna schlock.

1975, American Broadcasting Inc.