Co nowego

Dawać Lindę Ronstadt jej się należy. Od najwcześniejszych lat pierwsza dama rocka była świetną techniczną piosenkarką bez zdolności interpretacyjnych, bez niuansów. Co powinna zrobić piosenkarka, która potrzebuje pracy nad swoimi zdolnościami interpretacyjnymi? Przyjrzyj się wielkim piosenkarkom ostatnich kilkudziesięciu lat — Billie Holiday, Frankowi Sinatrze, Elli Fitzgerald. Do znacznego uznania Ronstadta, że ​​właśnie to zrobiła. Efektem jest album standardów pt Co nowego i daleko mu do świętokradztwa, którego niektórzy mogliby się obawiać.

Na przykład jej wersja utworu „Someone to Watch over Me” George'a i Iry Gershwinów jest nadąsana i kusząco senna, zwłaszcza gdy owija kotlety wokół wzniosłej linii tytułowej utworu. „Guess I'll Hang My Tears out to Dry” nie ma emocjonalnej siły wersji Franka Sinatry, ale kiedy Linda lamentuje: „Pewnego dnia minął mnie tuż obok / Och, cóż, myślę, że wyleję łzy, żeby suche”, na Boga, zauważyłeś. Jak zawsze, jeśli trzeba przesunąć ściany samą głośnością i pięknem brzmienia wokalu, Ronstadt może wykonać zadanie.



W przeszłości Ronstadt kompensowała swój zbyt bezpośredni styl, przyjmując – niektórzy powiedzieliby, że afektując – zbyt ostrożne podejście, jakby celowała w nuty, zamiast je śpiewać. Na szczęście zaczęła przezwyciężać tę cechę. Jej wersja „Crazy He Calls Me” blednie w porównaniu z wersją Billie Holiday, ale zrelaksowana fraza Ronstadta pokazuje zaskakujący wzrost.

Ach, ale po co w ogóle ten zapis? Gdyby to był twój ulubiony rodzaj muzyki, prawdopodobnie nie czytałbyś tego magazynu. Album ze standardami może nie był złym pomysłem, ale nagranie ich z Nelson Riddle Orchestra już tak. Jasne, aranżacje są fajne, ale równie dobrze pasowałyby do Eydiego Gorme'a. Nie umieszczać tych piosenek w jakimś współczesnym kontekście – jak zrobił to Rickie Lee Jones Dziewczyna przy Jej wulkanem — jest przekształcenie ich w eksponaty muzealne i uczynienie z własnego wkładu Ronstadta wyczynu, wyczynu kaskaderskiego, fascynującego, ale martwego.

Łatwo zauważyć, że Linda Ronstadt wiele nauczyła się o śpiewaniu dzięki kontaktowi z tymi standardami. Ale gdyby obsadziła te piosenki w nowej scenerii, mogłaby przedstawić je zupełnie nowej publiczności i przy okazji udowodnić ich trwałą wielkość.